Kategorie: Wszystkie | DZIERGADŁA | Ja , grafomanka | Różności | Spod orzecha czyli w plenerze | ŚWIĘTA POLSKIE
RSS

Spod orzecha czyli w plenerze

wtorek, 29 września 2009

       
        Wygląda na to,że dzisiaj zaczęła się ta "gorsza jesień";za oknami szaro,buro i mało optymistycznie.I tak będzie pewnie długo.
Tym bardziej cieszę się,że podczas ostatniego weekendu pogoda była fantastyczna i  udało mi się go spędzić w miejscu,które tak bardzo lubię .
A co słychać pod orzechem?

Już nie wygląda tak okazale,jak latem;liście zaczęły opadać:

           

        Orzechy również spadają,trzeba robić pod drzewem porządki:

                                      

      Jak widać,Dziadek nie dopuszcza do bałaganu.
Orzechów nazbieraliśmy mnóstwo,a to dopiero początek.
Tych świeżych,które trzeba obierać z białej skórki,a które najbardziej lubię,objadłam się jak ...
Normalne łakomstwo i tyle.
Moja wątroba jednak jakoś to wytrzymała,gorzej z dłońmi.
Pranie ręczne w dużych ilościach muszę zastosować,żeby je do porządku doprowadzić.


       Poza orzechami w ogrodzie są też inne owoce;np.jabłka:

      
                   

    Chociaż osobiście za jabłkami nie przepadam,to ich widok na drzewach bardzo lubię.
Co innego takie śliwki...

        

...te mogę zajadać na okrągło.
W tym roku drzewa są dosłownie oblepione;wiecie jaki ubaw mają szpaki?
My też mieliśmy niezły,bo obrywaliśmy owoce; latanie po drabinach nie należy do moich ulubionych zajęć,więc było nieco rozrywkowo.
     Tych śliweczek trochę do domu przywiozłam i nie wiem,czy nie przestanę ich lubić...

          

...bo w powidła je przetwarzam.Smażę i smażę od wczoraj,a owoców coś nie ubywa.

        

         Poza tym latałam z aparatem za...motylami.
Dawno nie widziałam tych pięknych owadów w takich ilościach.
To zdjęcie zamieściłam w niedzielę,ale wrzucę raz jeszcze:

     

a to moje ulubione;bo udało mi się złapać motyla na ulubionych kwiatkach:

             

    Marcinki zawsze kojarzą mi się z piękną ,słoneczną jesienią.Taką naszą -polską złotą.

I dlatego będzie jeszcze jedno zdjęcie...

  

...albo dwa:

              




 PS

Jest szansa,że ślubny szal nareszcie skończę- jestem już prawie w połowie borderu.
HURRA!
czwartek, 30 lipca 2009


     Totalne lenistwo jest fantastyczne !
Tak fantastyczne,ze dopiero teraz się zorientowałam,iż od ostatniego wpisu minęły ponad dwa tygodnie...
A przez te dwa tygodnie obijałam się na całego.
To była taka twórcza nie ...Nie.Nie niemoc.Raczej hibernacja.
Na włóczki nawet nie popatrzyłam od zakończenia fiołkowego szala;a o Grafomance to chyba lepiej nie wspominać...
Komputer też omijałam szerokim łukiem;chociaż kilka razy nawet miałam zamiar coś skrobnąć blogowo,ale ciągłe burze i inne huragany powodowały spore problemy z internetem,więc odpuściłam.

      W kwestii lenistwa to jednak nie było tak,ze cały czas pod tym orzechem polegiwałam.
Nawet trochę mobilna byłam.
Dwa dnie we Wrocławiu spędziłam.Musiałam się trochę powłóczyć. Podczas wizyt u Rodziców przeważnie nie mam na to czasu więc teraz trochę nadrobiłam.
Nawet jedną fotkę mam:

    


   Most Zwierzyniecki.
Moim zdaniem najpiękniejszy most Wrocławia.
Tylko coś się w całości w kadrze nie zmieścił...
Do tego miejsca i jego najbliższych okolic [w stronę ul. Parkowej,kiedyś Rosenbergów],mam szczególny sentyment.Ale to temat na inną bajkę.
     Co do samego mostu- mam ogromną nadzieję,że nikt nie wpadnie na "genialny" pomysł,żeby go na niebiesko pomalować.
Same zmiany w mieście to też temat na wielki elaborat- oczywiście chodzi o moje spojrzenie.
W skrócie powiem tylko,że cieszy mnie ogromnie,że we Wrocławiu  coś się dzieje,że się rozwija,ale...
Pewne rzeczy,pewne projekty...
     No normalnie młoteczkiem bym tak potraktowała odpowiedzialnych za owe.
No to na tyle,bo faktycznie epopeja zaraz się zrobi,a chcę jeszcze cosik na inny temat.

     Teraz będzie bardziej przyrodniczo i krajobrazowo.
A mianowicie o Sudetach.Moich ukochanych górach.
Tym razem wybór padł na Góry Stołowe.
A jak Góry Stołowe to oczywiście Szczeliniec Wielki i Błędne Skały

I troszkę fotek:

 

A patrzyłam na to:


            

     Niestety,nie udało mi się zgubić jak Teresie["Boczne drogi" J.Chmielewska].Może dlatego,że okolicę znam jak własną kieszeń,a może dlatego,że żaden obcy facet nie zaproponował mi zejścia na skróty...
Jednak oprócz podziwiania krajobrazów,a momentami "zamiast",znalazłam sobie inne zajęcie.
A mianowicie obserwację nóg.
Takowych obutych w ...klapki na platformach.
Szły te nogi przede mną spory kawałek drogi i nie mogłam się opanować,żeby fotki nie trzasnąć.
I trzasnęłam niejedną- aż mnie Szanowny ochrzanił,że właścicielka nóg się zorientuje,że jej sesje robię.
No ale nie mogłam się powstrzymać...

   

Jak widać, nogi towarzyszące platformom tez obute w klapki są.
Naprawdę nie chcę tu robić za jakowąś alpinistkę,bo Szczeliniec to takowa górka,na którą się po schodach włazi[tych 665 nie przeszłam ,bo 3/4 drogi szliśmy szlakiem- na 95% tym samym,którym Teresa z góry zlazła],i solidne sportowe buty będą wystarczające,ale labirynt skalny jest dość stromy i śliski...
A zresztą,zobaczcie:

  
           

Skręcenie stawu skokowego w takowej szczelinie mogłoby być dość ...atrakcyjne.
Dla obserwatorów znaczy się.
Śmigłowca GOPR w akcji jeszcze nie widziałam...
Ludzka bezmyślność zadziwia mnie bezustannie.

Już w zeszłym roku przeżyłam niezły szok widząc tabuny pań wkraczających na Szrenicę w ...japonkach.Niektóre widziałam też w owym obuwiu już ze szczytu schodzące- 99% z opatrunkami w postaci chusteczek higienicznych.
No ale cóż- podobno jak się chce być piękną,to trzeba cierpieć.

  Na ostatnim zdjęciu widać Igusię- ta w nosidełku i różowym kapelutku.
We wtorek skończyła rok!Uwierzycie?!
W każdym bądź razie wycieczkę zniosła bardzo dzielnie;Jej mama miała chyba trochę gorzej,bo jest co nosić.
Przez to nosidełko Młodą widać tylko z tyłu.
Tutaj już w Błędnych Skałach,z Mamą i ciocią:

   

  A tutaj sama ciocia .Się przeciska.

                
 

   I to byłoby na tyle.
Niestety.To ostatni wpis "Spod orzecha".
Trzeba do szarej rzeczywistości wracać...
BUUUUUUUUUUU!!!!!!!!!!!!!!!
Ale nic to- jeszcze dwa wyjazdy,wprawdzie tylko weekendowe,przede mną.


 Robótkowo troszkę ruszyłam;dłubaninę straszliwą.Na razie niczego nie pokazuję,żeby nie zapeszyć.
Bo jakbym to miała pruć,to tym razem z pewnością bym się wściekła.


PS

Jak już wspominałam w czerwcu- nie mam dostępu do swoich zbiorów ,więc nie odpisuję na prośby o opisy.
Proszę o cierpliwość.
Już niedługo.



UPDATE

Dla jo_an44

Fontanna jest .
Owszem,nowa,ale na starym miejscu;obok Hali Ludowej; i niech mnie nikt nie wmawia,ze to jakowaś Hala Stulecia!Ludowa i kropka;w ogóle tam bałagan koszmarny,ale mam nadzieję,że konstruktywny chociaż trochę.
A oto i rzeczona:


 

anek-73
ten Śnieżnik to chyba tak działa na Panie Nauczycielki;w podstawówce matematyczka na szpilach się tam wtarabaniła;a co do schodzenia...może i coś w tym jest

podkóweczko5
bardzo się cieszę;nad tym przyrodniczym to się może nawet zastanowię...

gacek2009
z tymi podcinanymi drzewami to jakowaś epidemia chyba jest, i to ogólnokrajowa;jakaś nowa moda- wyglądają po tych zabiegach jak po ataku nuklearnym
Skandal!

bruxa
Wraca,wraca.
Szczeliniec polecam jako podróż sentymentalną

myszoptico
Wrocław to nie tylko Rynek;może przemawia przeze mnie patriotyzm lokalny,ale to miasto warte poświecenia mu co najmniej dwóch dni i chodzenia po nim nie po utartych szlakach
Dziadkowa posesja na szczęście bez poważnych uszkodzeń,ale był moment,e którym mój orzech poważnie był zagrożony;takiej wichury od lat nie widziałam
A platformy polecam;na Zawrat na ten przykład można się w nich wypuścić...



 
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9