środa, 20 stycznia 2010


    Na wstępie pragnę Was [a w szczególności Laurę],uspokoić- jeszcze nie skończyłam tuniki.Najwcześniej będzie gotowa na piątek.
Stan na dzień dzisiejszy jest taki:


                   

Przepraszam,że tak po kawałku pokazuję,ale  draństwo coraz bardziej mi się podoba.
Na to,co do tej pory zrobiłam,zużyłam niecałe 5,5 motka WŁÓCZKI;wygląda na to,że jest bardzo wydajna.
Na razie toto jest jeszcze nieułożone;dopiero za moment powędruje do kąpieli.
   Zszyte,golf zrobiony,a nie zblokowane?
No nie;bo tego typu swetry zawsze tak traktuję;moczę cały kadłub ,tylko rękawy osobno.
W kawałkach blokuję  tylko sweterki ,które naprawdę  tego wymagają- ażurowe ,z cieniutkich włóczek,żakiety,itp.itd.
    Raczej nie zmienię tej metody,bo nie uważam,żeby była zła.Nie wszystko [a raczej bardzo mało]robię  tak,jak w mądrych książkach jest napisane.O to mnie nie posądzajcie.


 
                                                 **********                                                     

      Zapewne pamiętacie,jak przez dwa miesiące marudziłam,ze walczę  z projektem "STYCZNIOWY ŚLUB";marudziłam,marudziłam,a żadnych zdjęć nie pokazałam.
Akurat dostała kilka pierwszych,więc możecie zobaczyć.
W TYM ALBUMIE
Warto tam zajrzeć,bo Panna Młoda nie jest typowa- taka taftowo-koronkowa.Uważam,że miała świetny pomysł na siebie.
      Moim  skromnym wkładem w Jej wygląd są płaszcz i szydełkowe dodatki do sukienki[karczek,pasek,elementy rękawiczek].

 
 
                                                 **********                                                    

         No i znowu o KONKURSIE...
Chcę bardzo Wszystkim podziękować za oddanie głosów na WŁÓCZKOMANIĘ.
Mimo Waszych usilnych starań,wypadłam z dziesiątki;teraz jest dwunaste,ale to na pewno jeszcze się zmieni,bo już tylko kilkanaście godzin do końca,wiec ruch się wzmaga [staniki już  "poooszły"-teraz są na właściwym miejscu chyba,bo nie mam ich już na plecach]Ale "nic to Baśka"!Jako,że cały czas trzymałam się ogona,miałam naprawdę dużo nowych wejść na blog i zyskałam kilka nowych czytelniczek.
A dokładnie o to chodziło.O popularność[no przecież,że nie moją,tylko dziergadeł;nie naciągałam nikogo na głosy po to,żeby coś wygrać-zresztą laptop u mnie całkiem świeżutki zamieszkuje].
    Bo włóczkowe blogi mają nieść ten ..."kaganek oświaty"[no,chyba trochę przesadziłam];i uświadomić ludzkości,że ręcznie robiona dzianina to nie przaśne sweterki z burej anilany robione w czasach kry...wiadomo kiedy;ale,że z włóczki można zrobić rzeczy naprawdę przeróżne;i nadające się do publicznego użytkowania.
   A wiecie jak jest miło dostawać maile od Pań,które dzięki waszej radosnej twórczości zaczęły dziergać,albo po wielu latach przerwy wróciły do tego hobby?
Baaardzo jest miło.
Zdarzają się też mniej przyjemne liściki,czasami nawet bardzo nieprzyjemne;ale nie będę o nich tu rozprawiać[chociaż jako dobrze wychowana żmija zawsze na nie odpisuję];równowaga w końcu musi być.
        I rzecz jeszcze jedna,bardzo istotna.Ja po prostu lubię pisać ten blog!
Jest to jedna z bardzo niewielu rzeczy,do których podchodzę w sposób systematyczny i dość uporządkowany.
Pamiętam,że kiedy zaczynałam przygodę z Włóczkomanią,Szanowny dawał mi góra trzy miesiące;mówił,że na pewno odpuszczę.
A tu za moment[14 lutego]miną trzy lata od pierwszego wpisu;nie odpuściłam tylko rozszalałam się na całego.
Ale skoro ma się Takich Czytelników...


O,ja tu gadu,gadu,a Szanowny już w progu.Spadam stąd,bo jedziemy grać w piłkę.

Jeszcze raz dziękuję. I do następnego wpisu.



PS
Żeby nie było,że mam coś przeciwko stanikom;tak mi zawsze gdzieś wyskoczą niechcący...
Stanikomania! to świetny babski blog;naprawdę warto tam zaglądać.Polecam w szczególności Paniom,które jeszcze go nie znają.
Z biustem nie ma żartów!




                        
wtorek, 19 stycznia 2010


    Tak,jak zapowiadałam ,nastąpiła  przerwa w SZALeństwie.
Zabrałam się testowanie włóczki-Soffio Plus ADRIAFILU
Ból pleców dokucza mi już mniej,więc z dzierganiem nie ma kłopotów[na leżąco próbowałam i nie jest to wygodne].
Włóczka jest bardzo miękka  i przyjemna,więc kiedy jej tylko dotknęłam,postanowiłam,że zrobię  coś przytulnego,najlepiej z dużym golfem.
Myślałam,myślałam i wymyśliłam:

         

  Tak,tak.To motyw kwiatowy z płaszczyka  Sylvi.
Bardzo go lubię [już go kiedyś wykorzystałam -przy czerwonym ponczo], i pewnie jeszcze wykorzystam.
Gdyby nie wymyśliła  go Mari Muinonen,pewnie sama bym to zrobiła.

  To coś na manekinie to przód tuniki- na  razie przyszyłam  jeden kwiatek,będą  jeszcze dwa,mniejsze.
Zaplanowałam do tego modelu proste,wąskie rękawy i wielki golf.

        Co do samej włóczki - jak na razie wrażenia pozytywne.Już pisałam ,że jest miękka i przyjemna;poza tym wydajna i dobrze się z niej robi.
Reszta okaże się w praniu- i to dosłownie;ciekawa jestem,czy po praniu będzie tak samo puszysta,jak przed nim.I jak będzie w użytkowaniu- czy zmechaci się,czy nie;ma lekki ,moherowy włosek,wiec różnie może być.
Moim  zdaniem nadaje się doskonale na miękkie swetry i przytulne,wielkie szale.
Producent zaleca druty 4,5 mm;ja robię na 4 mm[ściągacz na 3,5]i wychodzi akuratnie;na 4,5mm  za luźno mi to wyglądało[bo próbowałam oczywiście];ale to jeśli chodzi o ten konkretny przypadek,normalnie można trzaskać na grubszych drutach.

      Tak w ogóle to ta robótka jest dla mnie niezwykle przyjemna;po tych wszystkich cieniznach przejście na tę włóczkę i "normalne"druty jest niezwykle relaksujące;idzie jak po maśle.

          Skoro już jestem przy ADRIAFILU,to sobie pozwolę na kilka krytycznych słów.
Od początku muszę zacząć.
Razem z w/w włóczką dostałam stadko pisemek "DRITTO&ROVESCIO"wydawanych przez ADRIAFIL:

     

  Miałam już do czynienia z tymi wydawnictwami[zresztą można je sobie pooglądać TUTAJ].
Ale co innego zobaczyć  jedną czy dwie gazetki albo popatrzeć  na monitor,a co innego zetknąć się na żywo z szóstką takowych.
Owszem,są bardzo pięknie wydane i ...
...i to było na tyle.
Tymi pismami ADRIAFIL morduje swoje piękne włóczki!
O urodzie modeli wypowiadać się  nie będę,bo wszystko jest kwestią gustu,a gustach,wiadomo,się nie dyskutuje.
Ale dlaczego,u licha,czas w "Dritto&Rovescio"zatrzymał się na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku?
Toż to żadne retro;tego mi nikt nie wmówi.
A podobno Włochy i moda to dobrana para.
Podobno.