poniedziałek, 14 lipca 2008


Dzisiejszy wpis będzie raczej krajoznawczy,niż robótkowy.
Wczoraj wylazłam spod orzecha i zrobiłam spacerek po najbliższej okolicy,żeby pokazać wam,jak wyglądają kamieniołomy granitu.



To nieczynne juz od lat wyrobisko.Nie udało mi się zrobić fotki obejmującej całość-wielkość i głębokość [ponad sto metrów]robią wrażenie.W tej chwili jest jest o punkt bardziej krajobrazowy.
Kamieniołomy powstały "za Niemca"po wojnie ,przez wiele lat, pracowała tam większość okolicznych mieszkańców,w tym Dziadek-był strzałowym .Tak,tak.Używa się dynamitu do rozsadzania skał.
Jakiś czas temu zaprzestano działalności,ktoś uznał,że jest nieopłacalna.Dopiero kilka lat temu jakiś przedsiebiorca zza zachodniej granicy[a jakże] uruchomił ponownie wydobycie[jednak się opłaca] i drugie wyrobisko ruszyło-zaczęte dość dawno temu:



Krajobraz taki trochę księżycowy.

Tutejszy granit jest łupkowy,czyli przeznaczony na "mniejsze formy":



To monstrum,to kruszarka.Jak sama nazwa wskazuje,kruszy kamień.Granitowy grys wykorzystywany jest np.przy budowie, powstających u nas masowo, autostrad.

Reszta kamienia przerabiana jest na kostkę brukową:



Oczywiście ładniejszą i równą.Ta na zdjęciu pochodzi z podwórka Dziadka ,z czasów poprzednich mieszkańcówtych,od których Ziemie Zachodnie odzyskaliśmy.

Tu miało być jeszcze jedno zdjęcie.Cud miód jeżyn,rosnących przy starym wyrobisku.Ale jak zaczęłam się nimi obżerać,to mi się zapomniało ,że mam je sfotografować.

To y było na tyle,względem krajoznawczym.Coś pewnie jeszcze pokażę,ale innym razem.

Robótkowo jest niewiele.Maleńki sweterek zrobiony:




Ale jeszcze nie skończony.Czeka na guziki i wstążeczkę -Mama dostała zadanie nabycia w/w i jutro przywiezie z Wocławia.Wyprać go jeszcze muszę,ale dzisiaj słonko strajkuje i z suszeniem byłby problem.
Tak więc zdjęcie gotowca niebawem.



piątek, 11 lipca 2008



Rozprawiłam się ostatecznie z Camillą.Oczywiście fragment,który pokazałam kilka dni temu,jeż just nieaktualny.Powstało coś zupełnie innego:



Model pochodzi z czerwcowej SANDRY i wygąda tak:



Z Camilli to ja nie bardzo lubię robić.Właściwie,to nie wiem do końca,dlaczego.Ale jakiś czas temu popełniłam wdzianko;miałam je na sobie ze dwa razy.Doczekało sie w koncu sprucia i przerobienia.Na tę sukienko-tunike namówia mnie Mama.Zaczęłam robić,ale do konca przekonana nie byłam,mówiąc szczerze.A teraz nawet zadowolona jestem.
Fotka nie na ludziu z dwóch przyczyn:
-po pierwsze:na bóstwo robić się nie miałam najmniejszej ochoty, a wygląd mam raczej mało fotogeniczny
-po drugie:dziecko krąży gdziesik po wsi ,więc fotki i tak nie miałby kto zrobić
Przy najbliższej okazji się zetroję i każę uwiecznić.
Włóczki nie wiem ile zużyłam,drutynr5.

Robótkowo nadal męczę białą Virginię:

Powstaje kolejny dzidziusiowy sweterek.


Teraz muszę nawiazać do Waszych komentarzy:

-Bezczynnie[czytaj:bezrobótkowo]siedzieć nie potrafię,nawet pod orzechem

-Komarów niet na szczęście;za to jakiś pszczołopodobny robal dziabnął mnie w kostkę i spuchła jak bania

-Przetwórstwo owocowe to nie moja specjalność;sprawczynią powidłowego zamieszania jest Mama;po piętnastu latach niepakowania niczego w słoiki nagle naszła Ją chęć na przetwórstwo owocowe i trzeciw wakacje z kolei zajmujemy się tym

-Piec węglowy faktycznie na upały nie najlepszy;ale latem używany jest tylko w celach powidłowych;palimy drewnem

A propos drewna-do palenia służą nam odpady,tzn.kawałki,które Dziadkowi burzą idealny porządek w drewutni;takie niewymiarowe znaczy się są.Dziadek mógłby wykładać w "Wyższej Szkole Rąbania Drewna".To Jego Królestwo:


Wszystko jak spod linijki.

Pozdrowienia spod orzecha .
 Do zobaczenia i usłyszenia w następnym wpisie.
Tylko nie wiem,kiedy to będzie,opublikowanie dzisiejszego zajęło mi cały dzień