piątek, 12 września 2014
   Oj...i znowu dwa miesiące minęły.
W rozjazdach je spędziłam -prawie bez drutów i prawie bez dostępu do internetu[pisanie bloga za pomocą smartfona to nie moja bajka;nie mam do tego cierpliwości zdeydowanie].
Miałam pokazać zielone wdzianko z Holsta[z pierwszego lipcowego wpisu],ale nie zdążyłam zrobić zdjęć,a wytwór zmienił właścicielkę...
Mój był i śliczny[musicie na słowo uwierzyć],ale spodobał się komuś i jakoś tak ...
no nic,zrobię sobie nowy:)

 Ale tego Holsta to cały koszyk pokazywałam, tak więc coś jednak będzie:


      


 


    Ten szal powstał z nieco ponad dwóch motków włóczki Hols Coast.
Druty 3,5 mm,wzór z japońskiej książki "drutowej".
Teraz coś o samej włóczce- to mieszanka wełny merino i bawełny[55/45];nitka nieco "zaolejona",ale po praniu ten dodatek znika bez śladu.
Robi się bardzo dobrze i równie przyjemnie nosi.
    Skąd wiem jak się nosi? Oprócz  wdzianka zielonego zrobiłam jeszcze jedno, ale oczywiście nie mam zdjęć;
jak tylko naładują się baterie ,zrobię foty[póki jeszcze mam co fotografować:)].

A z zapasów holstowych powstał jeszcze taki szalik:



     

         


   Tym razem to dwa motki Holst Samarkand.[75%wełna,25% jedwab]; druty 4 mm.
Włóczka nie jest bardzo delikatna w dotyku,ciut "ostra",ale nie drapiąca.
Jednak bardzo ją lubię i z pewnością jeszcze użyję.

   Do Holsta jeszcze wrócę a na razie zabieram się za moher[znowu wszystko w kudłach będzie...]