wtorek, 29 czerwca 2010

        Uporałam się z kolejnym szalem.
Trochę to trwało- prucie,kombinowanie z doborem wzoru,ale jak już "zaskoczyłam",to poszło z górki.

    
               
                      
 



 Wzór to "Dayflower";z książki "A Second Treasury of Knitting Patterns" Barbary G. Walker
Stosowany jest w wielu projektach,więc znaleźć można go w sieci bez problemu.
Jednak większośc opisów jest słownych,bez schematu.
Znalazłam  jeden z "chartem"-TUTAJ

     Szal ma wymiary 194/59cm.
Robiłam na drutach 3,5 mm.
Włóczka to mieszanka merino i jedwabiu[80/20%];100g-1200m,kupiona w  Fyberspates
Zużyłam 0.9 motka.

    Na swoją kolej czeka ta sama włóczka:

         

     Rzeczywisty kolor jest mniej intensywny,bardziej śliwkowy.
Z następnym szalem ruszę,jak już na pewno będę wiedziała,jaki wzór zastosować;żeby uniknąć powtórki sprzed półtora tygodnia. Chociaż wtedy też wiedziałam,co mam robić...
Nie,nie ma mowy!
Pruć nie będę!

      W ramach przerywnika zabrałam się za...

   
  
...następną tęczową chustę.
To ostatnio mój ulubiony "wypełniacz" pomiędzy poważniejszymi projektami.

    A propos projektów-uprzedzam lojalnie,że jeszcze przez jakiś czas będę Was męczyć szalami.
Wiem,obiecywałam swetry.
Niestety,plany trochę się zmieniły i SZALeństwo musi potrwać jeszcze jakiś czas.
Możliwe,że jakiś sweter uda mi się gdzieś w kolejkę wepchnąć[może bym tak chociaż swój skończyła...],ale na razie nie wiem co i jak.
Już niczego nie będę obiecywać i planować,bo to nie działa.

     To na razie;wracam do tęczy.




wtorek, 22 czerwca 2010

     Wpisy miały być częściej ;no i co?!
I znowu ponad tydzień przerwy.
Moja wina,się przyznaję bez bicia.
Zgodnie z planem wpis miał być w piątek,nawet zdjęcia naszykowałam,ale...
OK.
Najpierw pokażę co mam,a potem będę się tłumaczyć.


      Kolejny szal ,po raz kolejny ten sam wzór.
Ale tym razem inna włóczka.
Cudna ,miękka,gładka,chłodna,lejąca.
Kupiona TUTAJ
Ręcznie barwiony jedwab;100g/1000m
Zużyłam cały motek;druty 3,5 mm.

     
                 
                             
 
                          
 

       Najbardziej zbliżony kolor do rzeczywistego ,jest na zdjęciu,na którym Korleonka ma "nową skórę".
Nie miała baba kłopotu,to kupiła manekinowi koszulkę i teraz nie wie,które zdjęcia lepsze.

   Tego pięknego jedwabiu mam jeszcze jeden motek,w innym kolorze:

                

   Jego los jest już przesądzony,ale na razie czeka na egzekucję.
I poczeka jeszcze długo.
Walczę z merino z jedwabiem z
Fyberspates
I to jest właśnie powód blogowej nawalanki,jaką wykonałam.


    Otóż mam do zakontraktowane dwa szale ;właśnie z merino z jedwabiem.
W piątek,po skończeniu jedwabnego,ostro przystąpiłam do dziergania .
Plan od dawna miałam w głowie,więc szło jak po maśle.
Do czasu,kiedy stwierdziłam,że wcale,ale to wcale,nie podoba mi się to co zrobiłam.A było tego już ze 30 cm.
    Dość długo zastanawiałam się,czy pruć,czy nie.Zostawiłam decyzję do soboty.
Sprułam oczywiście.
Z nieco mniejszym,ale jednak,zapałem ,zaczęłam wersję kolejną.Również bez powodzenia.
Wściekła jak osa ,bo straciłam mnóstwo czasu na głupoty,w niedzielę wieczorem wróciłam do prehistorycznego pomysłu.
Mam już połowę szala i nawet jestem zadowolona,więc mogę powiedzieć,że to jest to.
     No i właśnie dlatego nie chciało mi się nic pisać.A do tego wczoraj wlazło mi cosik w kark[przewiało mnie]i trzyma do dzisiaj.
Nie spałam prawie wcale i dzisiaj chyba będzie powtórka z rozrywki,bo nadal boli jak diabli.
Na stojąco może mi się uda zasnąć?
Albo się podwieszę pod sufit,jak nietoperek?
Pożyjemy,zobaczymy.
 
1 , 2 , 3