sobota, 27 czerwca 2009

    Witam po tygodniu blogowej nieobecności.
Milczałam tak długo z powodów ode mnie niezależnych.
Dla uspokojenia- wielka woda nas tutaj nie dopadnie;ale jest bardzo blisko.

   Od tygodnia chodzę jak koń w kieracie -remontujemy Dziadkowy dom;a wiecie,jak to jest z remontem staroci- jedno się zrobi,drugie się sypie.
Na szczęście już bliżej niż dalej do końca .Mam nadzieję,że koło wtorku będzie po wszystkim.
   Drutów w rękach od tygodnia też nie miałam oczywiście.
Nawet nie myślałam o żadnych robótkach zresztą.
Komputer włączyłam ze dwa razy,ale nie dość,że nie miałam za wiele czasu ,to jeszcze ten internet,który chodzi w tempie emerytowanego żółwia......
    No i ta głupia pora deszczowa ...
Tak więc żadnych ciekawostek ani fotek dzisiaj niet.

 Jeszcze kilka spraw mailowych muszę tutaj załatwić.
Odczytanie jednej wiadomości zajmuje mi około pięciu minut,a dostaję ich naprawdę sporo;odpowiedzenie na wszystkie indywidualnie trwało by pewnie całą wieczność.

- niestety,nie mam tutaj dostępu do wzorów i opisów i nie będę go miała pewnie do połowy sierpnia
- sprawa raglanu robionego od góry- gotowego przepisu nie posiadam;robię zawsze "na czuja";odwrotnie niż raglan tradycyjny
- nie jestem teraz w stanie podjąć się pomagania czy tłumaczenia,ponieważ internet doprowadza mnie do szału i nie mam zupełnie ochoty na walkę z wiatrakami;włączam tylko na tyle,na ile jest to konieczne-sprawdzam pocztę

Bardzo mi przykro,ale tak będzie jeszcze przez kilka tygodni.

   Mam nadzieję,że wkrótce będę mogła odzywać się tutaj częściej.
Obiecuję nadrobić włóczkowe zaległości i zrobić mnóstwo zdjęć.
Jeśli tylko aura będzie łaskawsza.

To na tyle.
Ten post piszę już od czterdziestu minut.Koszmar.

piątek, 19 czerwca 2009


     "Oblubienica" gotowa.

      

                           
      
                  

                
                         

                                        "Purity" - ROWAN 43

        Biały,mglisty,lekki jak piórko.
Włóczka jest niesamowicie miękka i puszysta.
Kiedy szal rozłożyłam na mokro,stał się zupełnie przezroczysty.
Zużyłam 2,5 motka;druty 4,5 mm.
          Zdjęcia z "misji docelowej",czyli ślubu,będą.
Pod koniec sierpnia.


          Tym sposobem wykonałam plan i pod orzech wyjeżdżam z czystym kontem robótkowym.
A propos wyjazdu- od dwóch dni latam jak kot z pęcherzem i usiłuję spakować siebie i syna ,oraz zostawić "czyste pole" Szanownemu.
Dopiero za trzy tygodnie do nas dołączy.
Na szczęście nie muszę na  te trzy tygodnie obiadów gotować[Mamusia moja tak ma...],bo chłopina całkiem dobrze sobie radzi z samodzielnym żywieniem.

            Plany wakacyjne mam rozległe...Nadrobić zaległości książkowe,rozprawić się ostatecznie z Grafomanką[haniebnie ją zaniedbałam] i wydziergać mnóstwo rzeczy.
Najgorsze jest to,że nie dam rady robić tego wszystkiego naraz.
No i jeszcze będą prace remontowo- porządkowe;nie ma szans,żebym się z nich wywinęła.

            Dobę będę musiała wydłużyć na 100%!

      No i muszę zaraz przetrzebić spakowane już [od dwóch dni!] włóczki.
Bo chyba cokolwiek przesadziłam.

 To by było na tyle- kolejny wpis spod orzecha.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7