poniedziałek, 28 kwietnia 2008


Szydełka miałam nie dotykać długo.A tym bardziej SASANKI.
Ale...
Było tak.Pamiętając komentarze Jo-an i MAO do męczącej tuniki,włóczki przezornie nie schowałam do szafy.
Gdyby się naprawdę rozmnożyła...Oj.Wolę nawet o tym nie myśleć.
W każdym bądź razie,nie schowałam i miałam ją cały czas "na oczach".Drażniła mnie okrutnie.Postanowiłam więc pozbyć się jej ostatecznie.
Użyłam szydełka nr4 i ponownie wykorzystałam szydełkowy element.


Powstało ...ponczo.

Tzn.ja uważam,że to jest ponczo.Mąż ma nieco inne zdanie:

" - Zrób mi zdjęcie-poprosiłam grzecznie.

- A co to ma być? Siatka na ryby? Daj Tacie,przyda mu się.

- Bardzo śmieszne!-oburzyłam się-To jest ponczo!I zamierzam w tym chodzić!

- Na ryby? "



I teraz mogę zaśpiewać,parafrazując:

"To już jest koniec,nie ma już nic.
SASANKA ZUŻYTA,mogę już iść...[do pasmanterii ...]"



P.S.
Wełniany swetr z aranami ,niestety,z powrotem jest w stanie kulistym[tzn.kłębkowym].
Plecy miałam gotowe,ale



zmieniłam koncepcję.
Wrócę do niego za jakiś czas.
Zabrałam się już za inną robótkę,ale nic na razie nie ujawniam,bo jak znowu wpadnę na inny pomysł...


piątek, 25 kwietnia 2008


Tym razem zabrałam się za włóczkę z odzysku.I Phildara.
Konkretnie Phildara nr 488.
Moją uwagę przyciągnęła taka tunika:



Złapałam za druty[3 i 3,5] i powstało coś takiego:



Kolor,jak kolor.Generanie,takowych nie noszę.Niestety,wszelkie beże,brązy i zgniłe zielenie,powodują,że wygladam jak topielica.I to nie jakaś tam romantyczna Świtezianka,tylko normalna zewłoka[rany,znowu Chmielewską poleciałam;chyba mi to już w krew weszło],wyciagnięta z wody po co najmniej trzech dniach[ogląda się te kryminalne programy na Discovery!].
Oj,a co to ja chciałam?
A,o kolorze było...Chodzi mi o to,że jak go tym bordowo-wiśniowym [top i korale[?!]]potraktowałam,to nawet chyba będę nosić.

Oczywiście musiałam wtrącić swoje trzy grosze,więc moja wersja odbiega od oryginału;można powiedzieć,że jest "na motywach"...
Dżersej lewy zastąpiłam prawym,lekko zaznaczyłam talię,skróciłam o kilka centymetrów,plisy dekoltu i rękawów dorobiłam,a nie doszyłam ...

Ile włóczki zużyłam,pojęcia nie mam.

Było tyle.

Zostało tyle.


Z pewnością coś jeszcze powstanie z tych kłębków.Na razie pomysłu nie mam.

Na razie,dla odmiany,zabrałam się za swetr z wełny.Taki z warkoczami i golfem.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5