piątek, 11 marca 2011


      Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze pod poprzednim wpisem.
Wasze słowa naprawdę podniosły mnie na duchu.

    Aktualnie [oby jak najdłużej]mam nieco spokojniejszą głowę i mogę nieco ożywić blog,więc bez zbędnych słów-do dzieła.

    Wspominałam już,że dziergam jak szalona;i tak jest.
Niestety,nadal są to szale.
Owszem,dojrzewa we mnie postanowienie zrobienia dla siebie jakowegoś wiosennego swetra,ale na razie nie mam żadnego konkretnego pomysłu.
W ogóle nie mam pojęcia,co jest teraz "na topie";na razie się rozglądam,ale jakoś opornie mi to idzie.
Zanim pomysł dojrzeje,może już być wiosna przyszłego roku...
     Tak więc na razie pomęczę Was jeszcze szalami.

      Na pierwszy ogień moje najnowsze włóczkowe odkrycie,ręcznie farbowany kidsilk,zakupiony TUTAJ
Włóczka o szlachetnym składzie i niebanalnej urodzie,której żadne zdjęcia nie są w stanie oddać.
Badanie empiryczne to sama przyjemność.
Wykorzystałam wzór estoński[żadna nowość oczywiście]-
Silvia kiri 2  z książki Haapsalu sall".
Szal robiony jest metodą "od środka",wykończony "falbanką"[trzy oczka prawe wyrabiane z jednego i rząd powrotny z lewych oczek].
Zużyłam dwa motki włóczki,druty 4,5 mm.
Wymiary- 194 cmx 55 cm
A teraz chyba czas na zdjęcia:

         
         

                   

           
      

           

                Włóczki tej [inne kolory]posiadam jeszcze troszkę;ale muszę przewinąć nitkę na motki[i jeszcze kilka kilometrów innych nabytków],a coś natchnienia nie mam.
Na dzisiaj to wszystko;oby kolejny wpis pokazał się jak najprędzej

   

   
14:03, dagny14
Link Komentarze (55) »