czwartek, 29 marca 2007

Dzisiaj wzięłam się za porządki.Okna, meble i takie tam...Jestem wykończona.To nie są świąteczne porządki, o nie.Nigdy takowych nie uskuteczniam.Śmieszy mnie to- jakby nikt nie sprzątał między Bożym Narodzeniem a Wielkanocą.
I nagle, tydzień przed świętami wszyscy trzepią dywany i myją okna.Moja Mama kiedyś odsuwała wszystkie meble, myło się wszystkie szklanki,kieliszki...Obłęd.Tym bardziej, że co tydzień i tak przewracała dom do góry nogami.Ale po długich latach prób oduczyłam Ją w końcu tego świątecznego szleństwa.W święta powinno się byc wypoczętym i zadowolonym, a nie "zjechanym jak koń po wyścigach".A co do moich dzisiejszych poczynań- po prostu pięknie zaświeciło słońce i nabrałam ochoty na jakieś prace domowe.Miewam takie napady czasami i wtedy zasuwam cały dzień.Odwalam wszystkie zaległe prace i mam spokój na jakiś czas.Z natury jestem bałaganiarą, więc tych "zaległych" zazwyczaj sporo...Takie akcje jak dzisiejsza, mój mąż kwituje przeważnie tak-"Co, teściowa przyjeżdża?"

Sprzątanie, sprzątaniem, ale mam parę spraw w temacie"drutowania.



Obyło się bez kombinacji z jasną włóczką.Wyrobiłam cały melanż- zostało 20 cm.Klientka dzisiaj odebrała.Naszykowałam aparat , żeby zrobić jej zdjęcie, ale oczywiście wyleciało mi to z głowy.Dobrze, że zdążyłam pstryknąć fotkę wcześniej.Rozmiar 46- 48.Druty nr 8, 90 dag włóczki- DILKA, akryl 100 %, 113m/100g.




Ten też dla Niej.Bardzo znany model z PHILDARA.Sama zaczęłam taki robić dla siebie, ale w końcu włóczkę wykorzystałam na swetr poniżej.




Fantastyczne zdjęcie, prawda?Nie pomyślałam, że przy takim świetle nie ma szans na dobrą jakość. Nie miał mi kto zrobić sesji zdjęciowej...Wkleiłam je, bo szczegóły sweterka widać i tak na fotce w poprzednim wpisie.To model z VOUGA.Zrobiłam go prawie zgodnie z opisem.Modyfikacje są bardzo niewielkie, jak na mnie.Ale gdybym miała robić go po raz drugi, na pewno byłyby wększe.Z tym kołnierzem jest coś nie tak.Jest go po prostu za dużo.Tzn.najszersza część jest stanowczo zbyt szeroka.Widziałam to już podczas robienia, ale nie chciało mi się kombinować.Ostatecznie układa się nie najgorzej, więc nie musiałam pruć, ale...
Trochę odpoczęłam więc mogę brać się za druty. Dzisiaj Kryminalne zagadki Las Vegas i Nowego Jorku.Uwielbiam kryminały, więc przede mną "długa noc pod znakiem zbrodni i włóczki".

wtorek, 27 marca 2007


Wczoraj, jak co tydzień, grałam ze znajomymi w kosza. I teraz mam wybity palec.Co prawda jest to środkowy palec lewej ręki, ale właśnie nim przytrzymuję włóczkę podczas robienia na drutach.Stanowi to niewielki, ale jednak problem.Nie mogę dziergać tak szybko, jak zawsze i to mnie trochę wkurza.
Szczególnie, że akurat robię na zamówienie sweter z grubej włóczki, na 8-kach.I powinno mi to pójść migiem.A nie idzie.Dobrze chociaż, że zdążyłam skończyć poprzednie dzieło, które się teraz suszy.



Właśnie wystawiłam suszarkę na balkon. Do jutra powinien być suchy, więc pokażę go w całej okazałości. W rzeczywistości kolor jest dużo mniej jaskrawy, wpada w wiśniowy. We wnętrzach mój aparat trochę przekłamuje barwy.



To właśnie ten, który miał być zrobiony migiem. A tak, zamiast 2, będę go robić 3 dni. Prosty blezer z paskiem, rozmiar duży. Z tej jasnej ALIZE będzie pasek i szydełkowe obrębienie.
Muszę kombinować, bo w sklepie było tylko 90 dag melanżu, a klientka bardzo go chciała.Nie lubię, jak mam włóczki "na styk". I nie lubię też, jak za dużo zostaje. Potem szafa się nie domyka. Co prawda w mojej ulubionej pasmanterii mogę wymieniać pozostałości, ale to zazwyczaj kończy się tak, że wymieniam te 10, 20 dag i dokupuję następne 30.Bo po co mi 20? Z 40-tu, czy 50-ciu dag mogę już coś wyprodukować. I tak koło się zamyka. Zamiast zmniejszać włóczkowe zapasy, powiększam je.
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5