poniedziałek, 30 listopada 2009

     Od kilku dni jak w tytule.
Przepraszam wszystkich,którym nie odpisałam na maila- postaram się to nadrobić jutro[przypominam,ze nadal nie mam dostępu do plików,więc żadnych wzorów i opisów nie wyślę;nie chciało mi się zrzucać tego z dysku].
Nawet do napisania tej notki zbierałam się cały dzień...

    Oczywiście to całe "nie" wiąże się z brakiem postępów robótkowych.
"Biały potwór" się suszy.I nie wiem,co dalej.
Potwór to nazwa dwuznaczna- po pierwsze wielkie toto i ciężkie jest koszmarnie;całe 90 dag;no może nie trzy tony,ale po ażurowych szalach czuje się różnicę.
A- toto to coś w rodzaju płaszcza,ma być do ślubu.
       Stosunek do niego mam zupełnie obojętny,jakoś nie wiem,czy mi się podoba,czy nie.
Za to stosunek do własnej osoby raczej negatywny.
Jestem na siebie wręcz wściekła,że zgodziłam się wykonać to zadanie[a to jeszcze nie koniec- do drugiej części muszę uruchomić szydełko{!}].
        Ta wściekłość nie ma nic wspólnego z brakiem asertywności,jak cechuje moją osobę.
Zadanie wydało mi się dość interesujące,miałam milion pomysłów i wielki zapał,dlatego je przyjęłam.
Dopóki nie zabrałam się za robotę.
Jakoś wtedy wszystko umknęło albo wydało się nie takie.
Przez płaszcz przebrnęłam,owszem,ale czy to będzie "TO"...
No i ta szydełkowa część- niby wiem co i jak,ale nie mam ochoty się za to zabierać.
Za inne rzeczy zresztą też.
        W ramach przerywnika pomiędzy "białymi zadaniami" powinnam skończyć jakąś robótkę[bo dziergać jakoś nadal mam ochotę].
A jest ich kilka.

Na ten przykład zielony flowersowy szal:

          

Do końca naprawdę niewiele już brakuje.

Albo szal z DLG:

                        

 
     Zaczęty jakieś dwa tygodnie temu;stęskniłam się za pęczkami chyba.

Albo chociaż dać się skusić [i rozgrzebać kolejne dziergadło!]ślicznym ,miękkim motkom Kid Mohairu,zakupionym u LAURY:

                     


  Nie.Nic z tego.
           W "ramach protestu" zaczęłam dziergać jakąś kolorową głupotę.Zupełnie nie zaplanowaną.
Fotki nie będzie,bo nie mam pewności,jak długo głupota pożyje.
Możliwe,że zostanie spruta,zanim ujrzy światło dzienne.


                To już sobie wracam do drutów.
Albo pójdę spać...
sobota, 28 listopada 2009

         Jak już wspominałam,ostatnio robiłam głównie szale.Zanosi się na to,że przez dłuższy czas będę SZALała.
Okazały się towarem popularnym i chodliwym.
Na szczęście będzie dość spora różnorodność wzorów i włóczek,więc może Was nie zanudzę...
Planuje jakieś swetrowe przerywniki,ale nie mam pojęcia,kiedy.
Na razie nadal "siedzę w bieli",a jako kolorowy przerywnik zastosowałam kolejny szla "Flowersowy" z zielonej,cieniowanej ALIZE SuperKid.
Na poniedziałek powinien być gotowy.

     Dzisiaj pokażę szal z kaszmiru.
Najprawdziwszego na świecie- włóczka jest cudownie miękka i przyjemna.
Aż się chce w taki szal wtulić.
Z góry przepraszam za zdjęcia.Walczyłam z nimi półtora tygodnia,a i tak są nie takie,jak chciałam.Ciężko dobrze pokazać wzór z włóczki melanżowej.
A oto i on:

                
                       

 

         

 Szal ma wymiary 190/51 cm.
Włóczka:ColourMart Cashmere 5/18NM Tweed DK Weight [270 gr-ok.980 m];druty 3,5 mm.

         A teraz wracam do bieli...


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5