wtorek, 05 lutego 2013
 
   I znowu z opóźnieniem...
Myślałam,że uda mi się coś napisać jeszcze w styczniu,ale przez ostatnie dziesięć dni walczyłam z motkami;
dosłownie walczyłam;i zapomniałam o bożym świecie...
Wymyśliłam sobie szal z mnóstwem estońskich pęczków;
robiło się nawet nieżle,aż do momentu,kiedy stwierdziłam,że wcale mi się to nie podoba;
moment ten nastąpił,kiedy miałam już jakieś 70% udziergu.
Pruło się oczywiście dużo szybciej,niż robiło;
Zaczęłam raz jeszcze,ten sam wzór,ale w nieco innym wydaniu;znudziło mi się ,więc wyciągnęłam kolejny motek,i kolejny,i kolejny...
W efekcie mam rozgrzebane cztery szale[wszystkie z pęczkami];
nie wiem,kiedy je skończe,bo zostały odłożone do koszyka,a ja sięgnęłam po zaczęty dawno temu projekt[znaleziony przy okazji wygrzebywania kolejnych motków;].

  A teraz do rzeczy;ostrzegam,bardzo różowo będzie.

To dwa szale,w których wkorzystałam jeden z moich ulubionych estońskich motywów Double waterlily


Nr 1-zrobiony z czterech motków  Kid-Silka DROPS,druty 4,5mm

  
          
            
 




  Nr2-trzy i troszeczkę czwartego motka włóczki  Merinosilk 25,druty 3,5mm

   
           
                  




   Oba zrobione są metodą "od środka";jest to mój ulubiony sposób dziergania,co sprawia,że wszystkie moje szale wyglądają podobnie.
W planach mam coś innego,ale też prostokątnego;
szale trójkątne staram się omijać z daleka[chociaż dwa z tych czterech rozgrzebanych takie właśnie są;],nie mam do nich ostatnio cierpliwości;kiedy po połowie  wysokości  wkraczam w rejon niekończących się rzędów,zaczynam szukać jakichś innych zajęć,byle robótkę odłożyć...

   To na dzisiaj tyle;następnym razem ,dla odmiany,będzie sweter.