Blog > Komentarze do wpisu

Ja, grafomanka 21




   Do domu dotarłam w rekordowym tempie, nie odwracając się za siebie.
     Wściekła jak wszyscy diabli zapaliłam papierosa.
I po co mi to było? Po jaką cholerę tam lazłam? Może to i dobrze. Przynajmniej już wiem, na czym stoję. Sama jestem sobie winna. Na co czekałam?
   Chwila. Właściwie, to nie tak. Ile minęło od pamiętnej sceny pod prysznicem? Jakoś bardzo szybko się pocieszył. Widocznie wcale mu na mnie tak bardzo nie zależało.
     I bardzo dobrze! Koniec z facetami! Na zawsze!
Postanowiłam to uczcić i się upić.
      Wyciągnęłam z lodówki butelkę białego wina. Niestety, ostatnią. Więc chyba nici z planów. Jedna to za mało na taką okoliczność.
    To nie mój dzień, stanowczo.
  Akurat wyciągałam z szuflady korkociąg, kiedy usłyszałam pukanie.
     - Możemy pogadać?-  Maciek stał w progu.  I trzymał wino.
     - Coś się stało?- zastanawiałam się ,jak przejąć butelkę, unikając rozmowy.
     -  W środku?- lekko się trząsł. Chyba trochę zmarzł.
     - Może być.- wpuściłam go.- O co chodzi?
     - Zdaje się, że to ty miałaś jakąś sprawę?
     - Mówiłam, że to nic ważnego. Niepotrzebnie się fatygowałeś.-Nie miałam najmniejszego zamiaru przyznawać się, w jakim celu złożyłam mu wizytę.
     - Mogłaś chociaż posiedzieć chwilę.
     - Nie chciałam wam przeszkadzać.
     - Żartujesz? Ledwo się uwolniłem!
     - Uwolniłeś?- ja chyba zwariuję, o co tu chodzi?- Od narzeczonej?
     - Piłaś coś?- jego wzrok padł na korkociąg, który ciągle trzymałam w ręce.
     - Jeszcze nie. Dopiero mam zamiar otworzyć butelkę i się upić. Sama.
     - Sama? Tak do lusterka już pijesz?
     - Lusterko mi niepotrzebne. Drugiej takiej kretynki bym nie zniosła.
     - Mogłabyś mi wyjaśnić, o co ci chodziło z tą narzeczoną? Bo jakoś załapać nie mogę.
     - Nie strugaj wariata. Chodzą słuchy o rychłym ślubie.
     - Czyim?.
     - No przecież nie moim! Ty i Gośka.
     - Anita...
     - Wiem, nie moja sprawa. Nie miałam zamiaru się wtrącać. Wszystkiego dobrego życzę.- no i wydało się. Jestem zazdrosną idiotką.
     - Teraz to ja już muszę się napić. Powinniśmy coś sobie wyjaśnić. Zniesiesz moje towarzystwo?
     - Dobra. Możesz zostać.-co ja gadam? Zaraz pogrążę się jeszcze bardziej.-Siadaj. Przyniosę kieliszki.

     Kieliszków nie przyniosłam. Nawet do kuchni nie zdążyłam dojść. Z drogi zawrócił mnie straszliwy krzyk .Widok ,jaki ukazał się moim oczom, był dość osobliwy:
Maciek wrzeszczał i skakał wokół kanapy, trzymając się za tę część ciała, na której zazwyczaj się siada. I ciągnął za sobą kłębek włóczki.
       Rany! Usiadł na śmiercionośnym komplecie drutów.
      -  Chciałaś mnie zabić? Z powodu tego wyimaginowanego ślubu?- usiłował żartować, ale wyraźnie  cierpiał.
     - Strasznie cię przepraszam. Zapomniałam, że to tam leżało. Pokaż, może trzeba do lekarza?
     - Do żadnego lekarza. Zrób z tym coś.
     - Spróbuję wyciągnąć. Tylko apteczkę przyniosę.- Nie wyglądało to zbyt ciekawie. Jeden z zabójczej piątki wbił się dość głęboko. Przechodziłam kurs pierwszej pomocy, ale takich obrażeń chyba nikt nie przewidział.
     - Pośpiesz się. Boli jak diabli.
     - Musisz chyba zdjąć spodnie...
     - Czy to konieczne?
     - Słuchaj no. Widziałam już faceta bez spodni, dość dawno, więc trochę mogłam zapomnieć, ale zawału chyba nie powinnam dostać. Ściągaj!
     Przeprowadziłam zabieg najlepiej i najdelikatniej jak potrafiłam. Było mi straszliwie głupio. Z niewinnego planowania zbrodni mogło wyjść coś niekoniecznie niewinnego. A co gorsza, sama mogłam na tym usiąść.
      Pacjent, cały  i zdrowy, właśnie wciągał spodnie, kiedy z impetem otworzyły się drzwi i wpadła Malwina :
     - Czy ty masz z tym coś wspólnego? O Jezu! Przepraszam. A właściwie to moglibyście zamykać drzwi!- odwróciła się i wybiegła
     - Co to było?
     - A jak myślisz?- spojrzałam na niego- Znowu zostaliśmy przyłapani .
     - Żeby chociaż było na czym. Może w końcu damy się naprawdę przyłapać?
     - Słucham?- czyżby tabletki przeciwbólowe? Ale chyba po dwóch się nie   bredzi- Narzeczonej mogłoby się to nie spodobać.
     - Znowu zaczynasz? Nie ma żadnej narzeczonej.
     - A czarnowłosa piękność?
     - Niby ja się mam z nią ożenić?
     - Nie. Święty Mikołaj.
     - Czyś ty zwariowała?! O Matko, znowu boli.
     - Może usiądź? Przepraszam, zły pomysł. Połóż się, na boku, nie powinno uciskać.
     - Najpierw sprawdź, czy nie mam więcej niespodzianek. Wolę nie ryzykować. I daj tego wina, zanosi się na dłuższą pogawędkę.
     - Brałeś tabletki i ta rana, chyba nie powinieneś...
     - Nie marudź. Co mi się może stać?
     - Alkohol rozrzedza krew. Jak się wykrwawisz, to cię zabiję.
     - Na śmierć?
     - Nie łap mnie za słowa. Już sama nie wiem, co gadam.
     - To nie gadaj, tylko słuchaj.
 
    Usiadłam na dywanie  i słuchałam. Opowieść potwierdziła przypuszczenia Malwiny - zołza zarzuciła haczyk. Zaczęło się od kałuży. Maciek w ramach zadośćuczynienia zaprosił ja na kawę, koniecznie chciała spotkać się jeszcze raz, zaproponowała obiad. Nie chciał być nieuprzejmy, więc się zgodził. Po obiedzie wprosiła się na drinka. I znowu nie chciał być nieuprzejmy. Gadała i gadała. O Szwajcarii, byłym  mężu[chirurgu plastycznym},którego opuściła, bo  szalenie nudne życie z nim miała ,i o planach osiedlenia się na stałe w Polsce. No ,i najważniejsze, pałac jej sprzątnął sprzed nosa. A właściwie jej przyjacielowi, który całą sieć podobnych hotelików rozkręca. Ma już kilka ,dwa nawet w pobliżu.
      A on siedział jak na tureckim kazaniu i kombinował, jak się z tego wywinąć. Właśnie zaczynała mu robić wyraźne awanse ,kiedy pojawiła się szansa na ratunek  w mojej osobie. Niestety, byłam bardzo niedomyślna i nie chciałam zostać.
     - Od teraz będę uważnie omijał wszystkie kałuże.- zakończył opowieść.
     - To jak udało ci się wyjść?
     - Wyszedłem do łazienki  i z jednej  komórki zadzwoniłem na drugą. Z parkietem jakieś problemy nastąpiły.
     - Z jakim parkietem?- myślenie wyraźnie miałam wyłączone- Ah! Z zamówieniem? I musisz koniecznie jechać do producenta? Aż taka głupia to ona nie jest. Samochód zobaczy ,no i piłeś...
     - Ty mnie zawieziesz.
     - Dlaczego ja?
     - Uczynna sąsiadka jesteś, nie? No i widziała ,jak do ciebie idę?
     - Sprytnie. To jedziemy, wstawaj.
     - Dokąd? Po co?
     - Pewnie stoi gdzieś za płotem i obserwuje. Widziałeś te paznokcie? Nie chciałabym mieć z nimi bliższego kontaktu.
     - Czyżbym wyczuwał nutkę zazdrości?
     - Co ci przyszło do głowy? Też coś!- chyba zaczynałam się rumienić, jak jakaś pensjonarka. Uważaj, te druty ciągle mam pod ręką...
     - Może i jesteś dobrą aktorką, ale na Nagrodę Akademii tą rolą nie zasłużyłaś. Ale jak nie chcesz ,to nie  musimy o tym mówić. Odpowiedz mi tylko na jedno pytanie ,jaką miałaś do mnie sprawę?
     - To już nieważne. Bez znaczenia. Nieistotne.
     - Musiało być ważne, skoro przyszłaś .Zbyt często mnie nie odwiedzasz.
     - To przez Malwinę .
     - Co?
     - No ,poszłam do ciebie.
     - Czy kobiety muszą być takie skomplikowane? Nie możesz jaśniej?
     - Nie.-Czy faceci nie mogą być bardziej domyślni? W takich sytuacjach nigdy nie umiałam się wysłowić.- To dla mnie trudne, zrozum.
     - Dla mnie jeszcze trudniejsze, bo nie rozumiem, o co chodzi.
     - Może to zrozumiesz.- zebrałam w sobie całą odwagę i pocałowałam go.
     - Malwina ci kazała to zrobić? Muszę jej podziękować.
     - Bardzo śmieszne.-znowu miałam pensjonarkę na twarzy-. To nie był dobry pomysł.
     - Ależ był. Zaczynam chyba rozumieć.- przyciągnął mnie do siebie- Możesz to powtórzyć?
     - Bez przesady. Lepiej już sobie idź.
   
  
                                ☼☼☼☼☼                                                         


      W niedzielę obudził mnie telefon. O siódmej. Deja vu? Kiedy poprzednim razem całowałam się z Maćkiem, następnego dnia też telefon mnie zerwał z łóżka.
     - Wiem ,że cię obudziłam. Ale nie krzycz.- Malwina. Co za wyczucie! Czego ona chce tak wcześnie.
     - Nie będę krzyczeć. Co się stało?- Normalnie byłabym wściekła, ale po wczorajszym dniu miałam wyjątkowo dobry humor.
     - Jeszcze nic, ale może się stać. Jesteś sama? Bo jak nie, to za dwie godziny lepiej bądź.
     - Sama jestem. Jak palec.- Maciek wyszedł zaraz po północy.- A co ma być za dwie godziny?
     - Będziesz miała gościa.
     - Jakiego znowu gościa?
     - Bo wiesz, jak wczoraj od ciebie wyszłam.Za drugim razem...
     - Właśnie, coś tak uciekła?
     - Chyba nie byłam wam potrzebna?
     - Wiem, co pomyślałaś, ale to wcale nie było to, na co wyglądało.
     - Akurat!
     - Właśnie, że tak. Maciek nadział się na druty. I musiałam mu opatrunek zrobić.
     - Nasze narzędzie zbrodni? Działa!
     - I owszem, ale to wcale nie było śmieszne.
     - Pewnie nie...Szkoda, a już myślałam, że załatwiłaś tę sprawę.
     - Może i załatwiłam...- powiedzieć jej ,czy nie?- Mogłaś wpaść dwie godziny później.
     - Naprawdę? A co z lafiryndą? Właśnie. Lafirynda. Więc jak wczoraj od ciebie wyszłam, to się na nią natknęłam. Na kawusię się wybierała.
     - Na szczęście nie doszła- jednak miałam rację, sprawdzała.
     - Jakie tam szczęście !Ja ją zawróciłam. Powiedziałam, że źle się czujesz. Przyszło mi to z wielkim trudem, bo okropnie chciałam zobaczyć jej minę, kiedy was razem zastanie. Ale czego się nie robi w imię przyjaźni.
     - Dzięki przyjaciółko.
     - Ale dzisiaj przyjdzie.
     - Po co?
     - Zobaczyć, czy już do zdrowia wróciłaś. Przykro mi.
     - Mnie jeszcze bardziej. Możesz przyjść? Proszę.
     - No nie wiem...
     - Nie bądź małpą! Sama o tej przyjaźni zaczęłaś.
     - Niech ci będzie. To za ten naszyjnik.
     - Jaki naszyjnik?
     - No przecież Robuś sam tego nie załatwił.
     - A, ten naszyjnik.- nie było sensu udawać.-Wybaczone?
     - Owszem. Ale ostatni raz. Więcej się nie dam przekupić.
     - Była jeszcze bransoletka do kompletu...
     - Anita! Bo jak cię walnę!
     - Przez telefon? Spróbuj.
     - Zaraz przyjdę, to zobaczysz. Ciasto przyniosę. Mama wczoraj poszalała w kuchni.
     - Myślisz, że ona je ciasto?
     - No przecież ,że nie dla niej.


    No i miałam gości na przedpołudniowej kawie. Właściwie gościa, bo Malwina to prawie domownik.
Tak jak myślałam, ciasta zołza nie jadała. Żadnych słodyczy zresztą. I wielu innych rzeczy. Pewnie tylko małżami się żywi. Co ja mam z tymi małżami?
   Rozmowa się zbytnio nie kleiła. Nic dziwnego.Za bardzo nie było o czym pogadać. No cóż, inny świat. Gośka obracała lepszych sferach. To przynajmniej usiłowała nam wmówić. Kiedy już skończyła się przechwalać, zaczęła wypytywać o Maćka.
Dobrze, że Malwina mnie uprzedziła o moim złym samopoczuciu. Zełgałam więc bezczelnie, że taksówką do tego parkieciarza pojechał, bo ja go zawieźć nie mogłam[[muszę do niego zadzwonić!].
   Chciałam temat Maćka zakończyć, ale kiedy wspomniała, że może będziemy kiedyś sąsiadkami, o mało szlag mnie nie trafił.
   - Sąsiadkami?- udałam wariata
   - Super! Który dom kupujesz?- Malwina była słodka jak cukiereczek.- Może od Anity? Bo jak już zamieszka w pałacu ,z Maćkiem, to pewnie sprzeda.
 Mnie tak zamurowało,że słowa nie mogłam wykrztusić. A nawet nie chciałam
   - W pałacu? Z Maćkiem?- Już wiedziałam, dlaczego moja przyjaciółka tak bardzo chciała zobaczyć tę minę.- Anita, ty się potrafisz ustawić. Gratulacje. A ja też będę mieszkać  w pałacu, całkiem niedaleko. W Piotrkówku. Przyjaciel ma tam hotelik. Jeden z hotelików właściwie. Będę go prowadzić.To ja już pójdę. Miło było.
  Wyszła. Obie z Malwiną milczałyśmy przez chwilę.
     - Nie mogłaś się powstrzymać?- byłam trochę zła
     - Widziałaś to?! Dlaczego nie miałam aparatu?!
     - Faktycznie ,wrażenia bezcenne. Tylko teraz trzeba Maćka uprzedzić, że z nim będę mieszkać .Bo on gotowa tam pójść z pretensjami  . I znowu wyjdę na wariatkę.
     - Chyba masz rację. Szybko. Na skróty mamy pięć minut przewagi. Zdążymy.
   Na szczęście furtka była otwarta i nie musiałam szarpać się z zamkiem. Zziajane wpadłyśmy do holu.


czwartek, 23 października 2008, dagny14

Polecane wpisy

  • Ja, grafomanka 23

    Po pełnej atrakcji niedzieli znalazłam się w dość trudnym położeniu. Chyba oficjalnie zostaliśmy z Maćkiem parą. Ale sytuacja była raczej dziwna. Spotykanie się

  • Ja , grafomanka 22

    - Maciek, chodź tu szybko. - Gdzie się pali? Witam. - Jeszcze się nie pali. Może za chwilę. Malwina ma ci coś do powiedzenia. A, byłabym zapomniała, u tego od

  • Ja, grafomanka 20

    Chyba jednak mnie obchodzi... Droga powrotna minęła mi na obmyślaniu, jak pozbyć się lafiryndy. Nie wiem dlaczego, ale do głowy przychodziły mi tylko radykalne

Komentarze
2008/10/23 12:08:45
Oh! W końcu... Ale czemu urywasz w najciekawszym miejscu... Znowu czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.
-
2008/10/23 13:38:20
O Matko, Dagny ty litości nie znasz, jak już się doczekałam na kolejny "odcinek" to znów urywasz w najlepszym miejscu...
-
2008/10/23 15:45:48
extra, podoba mi się co raz bardziej - to ta moja romantyczna natura... ha ha ha
-
2008/10/23 19:42:40
mało...mało...i w taki oto sposób uzależniłam się nie tylko od poziwiania Twoich robótek, ale i od czekania na cd.
-
2008/10/24 09:15:35
i???????????????????co w tym holu???????????? Dagny litości naprawdę nie masz:D
nie mogę już się doczekać na kolejna część.Pozdrawiam I.
-
ameise80
2008/10/24 13:51:27
(...) do holu. - I Co Dalej??????? I Co Dalej?????? Ciekawość mnie zżera...
Podoba mi się Twoje pisanie, jak wydasz książkę to na pewno kupię i przeczytam jeszcze raz...
a teraz czekam na c.d.
-
2008/10/24 19:23:06
Nareszcie nowy odcinek, ale ja proszę o jeszcze !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
-
2008/10/26 21:06:45
Czytam z zapartym tchem!