Blog > Komentarze do wpisu

Ja, grafomanka 20



  Chyba jednak mnie obchodzi...
   Droga powrotna minęła mi na obmyślaniu, jak pozbyć się lafiryndy. Nie wiem dlaczego, ale do głowy przychodziły mi tylko radykalne posunięcia. Takie bardziej kryminalne.
    Nie wiem jak, ale do  domu dojechałam nie powodując  żadnego wypadku, chociaż złamałam chyba wszystkie możliwe przepisy [mam nadzieję, że jakiejś gustownej, radarowej fotki mi nie przyślą].Byłam tak zaabsorbowana planowaniem zbrodni doskonałej, że nie zauważyłam nadchodzącej Malwiny.
     -Gdzie to się pani podziewała?
     -Na zakupach byłam. Dżinsy. Jak myślisz, taki drut pończoszniczy, rozmiar 1,5,to dobre narzędzie zbrodni?
      -Kogo planujesz ukatrupić?- wyraźnie była zaciekawiona.- Takie cieniutkie są?
     - Cieniutkie. Na razie nikogo. To tylko teoria.
     - A masz tych drutów więcej? Bo może ja bym mogła skorzystać?
     - Cały komplet posiadam. Możemy mieć pięć trupów. Chodź, kawusi sobie zrobimy. I jakieś ciasteczka nawet mam na stanie.
    - Pokaż najpierw dżinsy.
    - Dżinsy? Nie kupiłam.
    - Tylko nie mów, że nic nie było. Jest teraz taki wybór, że hej.
    - Było .Całkiem sporo.   
    - No więc?
    - Ale ja potrzebuję takich ,w których mogłabym usiąść.
    - Co ty bredzisz?
    - Bo są tylko takie „do stania”.
    - Babo, wyrażaj się jaśniej.
    - Po co mi spodnie ledwo zakrywające wzgórek łonowy? Spróbuj w nich usiąść. Wrażenia niezapomniane. Szczególnie dla obserwatorów. Tyłek w całości na wierzchu. I jeszcze stringi powinnaś założyć. Podciągnięte pod pachy.
    - Co racja, to racja. Ale wiesz co? Mam taki sklep z fajnymi dżinsami. Dla normalnych kobiet, dbających o nerki. Możemy podjechać.
    - Za jakiś czas. Na razie mam sklepów dosyć. Co ten twój mąż narozrabiał?- zmieniłam temat.
    - Skarżył się na niedobrą żonę?
    - Coś tam opowiadał. Ale chyba nie wie, o co się gniewasz. Chyba nie  o tę koleżankę?
    - Przecież mnie znasz. Nie lubię, jak się mnie nie uprzedza o późnym powrocie. Wiesz o której wrócił? O 2-giej nad ranem. I to na bani. I komórkę miał oczywiście wyłączoną. Jak zwykle. Nie masz pojęcia, jak się denerwowałam.
    - I ty mi będziesz wmawiać, jak to fajnie mieć męża? Wiedziałam ,co robię. Na nikogo nie muszę czekać. Na Robusia tego druta chciałaś?
    - I owszem. A z tym czekaniem, to wcale nie jest tak. Nie wiesz, co tracisz. Są też dobre strony.
    - Wkraczamy na niebezpieczny grunt. Lepiej zajmijmy się czymś innym, bo się pokłócimy.
   Więc zajęłyśmy się czym innym. Potencjalnym narzędziem zbrodni.
    - Nie wyjmuj ich z robótki.- druty tkwiły w zaczętej i zapomnianej   skarpetce.-Jak dziabniesz jednym ,to od razu się domyślą. To trzeba inaczej.   -Malwina chyba miała wizję.
   - Mam dziabnąć pięcioma? Wtedy się nie domyślą? -Pomysł wydał mi się jakiś słaby.
    - Specjalistka od kryminałów się znalazła. To musi wyglądać na przypadek. Zobacz.- wyrwała mi druty z ręki  i położyła na kanapie.- Leży tu sobie robótka, wredna małpa Gośka potyka się o dywan, przewraca na kanapę i drucik przebija jej tętnicę szyjną. Wypadek.
    - No,no...Brawo.- już miałam przed oczami krwawą jatkę- Tylko ta tętnica...Wiesz  jakie to krwawe zabójstwo? Kto to potem posprząta? A skąd wiesz, że to ma być Gośka? Może ja kogoś innego planuję ukatrupić?
    - No bo wiem. Zapomniałam, po co właściwie przyszłam.
    - A nie z przyjacielską wizytą?- co ona znowu wymyśliła?
    - Byłam rano na poczcie, zapłacić mamie za telefon. I Malinowska się chwaliła, że „Małgosia jest zachwycona   panem Jankowskim. Tym co pałac kupił. Bardzo jej się spodobał.” Pan Jankowski, oczywiście. Chociaż podejrzewam, że pałac nie mniej. A, i jeszcze coś: ”Piękna z nich byłaby para.” Jednak miałam rację, co ?Zarzuciła haczyk.
    - Ano, zarzuciła .Widziałam dzisiaj ich oboje. Umówili się na obiad, podobno. Tylko ,że ona najpierw robiła zakupy bieliźniane. Obiad. Akurat. Niechętnie to przyznaję, ale miałaś rację. Zadowolona?
    - Anita, no co ty?! Myślisz ,że mnie to cieszy?
    - Nie wiem. Mnie na pewno nie.
    - No to zrób coś.
    - Ciekawe ,co? Masz jakiś pomysł? Bo ja nie.
    - Porozmawiaj z nim. Przecież ci powiedział...
    - Powiedział. I co z tego? Ja nie wiem...
    - Akurat! Dobrze wiesz i ja wiem! Myślisz ,że będzie czekał do końca życia, aż się w końcu zdecydujesz odkryć karty? Jest młody , inteligentny, atrakcyjny. I szaleje za tobą. Ty za nim też. I mi tu kitu nie wciskaj. Za dobrze cię znam.
    - Przestań mi robić wykłady. Szaleje. Chyba za tą zołzą w staniku za pięć stów. Skoro taka ładna ma być z nich para, to niech będzie. Ja wypadam. Nie będę się w to bawić.
    - Poddajesz się? Cykor jesteś?
    - To nie „Powrót do przyszłości’’, a ja nie jestem McFly. Nie sprowokujesz mnie.
    - Szkoda. Bo bardzo bym chciała zobaczyć minę Gośki, jak już ją z błędu wyprowadzisz...To moje marzenie. Anitka, zrób to dla mnie, proszę.
    - Daj mi spokój, bo wypróbuję drucik na tobie!
    Tę budującą dysputę przerwał dzwonek do drzwi. Na werandzie stał Robert uginający się pod ciężarem dwóch wiader pełnych gruszek. Pani Jadzia znała moje uwielbienie dla tych owoców. Co roku miałam taką dostawę.
    - Teściowa kazała przynieść. Gdzie to zanieść?
    - Super! Możesz do kuchni.- poszłam za nim- Trzymaj.- Wykorzystałam moment i po cichutku wręczyłam mu przeprosi nowy prezent.- Powinno podziałać. Chyba już jej przechodzi.
    - Co wy tu knujecie?- Malwina przylazła za nami.- Mężu ,idziemy! Zostawmy ją i jej ukochane gruszki. Ciekawe na jak długo ci wystarczy? Dwa dni?


  No i sobie poszli. A ja co? Zabrałam się za jedzenie.[Rzecz jasna, gruszek. Żaden obiad nie był mi już potrzebny.]I książkę. Pożeranie owoców szło mi nieźle, czytanie natomiast jakoś niespecjalnie .
       Uporczywie stawała mi przed oczami wizja „Pięknej Małgorzaty” ,w koronkowym dessou , i Maćka[na szczęście nie w koronkach, tego bym chyba nie przeżyła]. Siedzieli przy pięknym stoliku w pięknej restauracji i jedli małże. Dlaczego akurat małże?! Nienawidzę takiego oślizgłego pożywienia!
     Aż mi gruszki przestały smakować, przez tą moją wyobraźnię.
      Jakoś nie mogłam przestać myśleć o rozmowie z Malwiną. Mam z nim porozmawiać...Ale jak? O czym? Co powiedzieć? Że go kocham i rzucić mu się na szyję? To nie przejdzie. Takie rzeczy nie leżą w mojej naturze.
    A jakie leżą? Ustępowanie z pola bitwy bez walki? Na pewno nie! Cykor to ja nie jestem!
     Podjęłam decyzję- idę porozmawiać z Maćkiem!
     I poszłam.
Dopiero na progu pałacu zdałam sobie sprawę z tego, że nadal nie wiem, co chcę powiedzieć.
Trudno, może jakoś samo wyjdzie.
      Zapukałam. Nic. No tak, pukać to ja sobie mogę, akurat ktoś usłyszy .Dzwonek- nie działa. Już miałam wracać, kiedy zauważyłam, że drzwi są uchylone. Popchnęłam je lekko i usłyszałam dźwięk, który umarłego by obudził. Przydało by się im parę kropli oleju.
    - Halo! Jest tam kto?- zawołałam. Jednak żaden obudzony umarlak, ani nikt żywy nie zareagował. Wlazłam więc do środka.- Halo!- dalej nic. Zrobiłam dwa kroki i usłyszałam szczekanie. Po schodach pędził jeden żywy. Nawet bardzo żywy.- Hastings! Cześć piesku.- Jak domu pilnujesz? Każdy może wejść. Gdzie twój pan?
   Przez dłuższą chwilę nie mogłam się ruszyć. Musiałam odbębnić rytuał głaskania.
   Kiedy pieseczek w końcu mi odpuścił, rozejrzałam się. Na dole nikogo nie było. Dziwne. Samochód stoi na podjeździe, dom otwarty, gdzie więc jest Maciek?
        Podeszłam do schodów. Na górze grało radio. Zaraz się dowiem, o co tu chodzi.
I się dowiedziałam. Więcej ,niż chciałam.
  Kiedy w końcu pokonałam trzydzieści sześć stopni prowadzących do mieszkania właściciela i stanęłam w progu, moim oczom ukazał się widok jakby znajomy:
    Gośka [co prawda nie w koronkach, ale na pewno je miała pod skąpą, czerwoną sukienunią],Maciek[żadnych koronek nie widać],między nimi stolik, a na stoliku kieliszki z winem[Dzięki Bogu ,nie małże, bo mogłoby dojść do nieszczęścia- chyba przesadziłam z tymi gruszkami, zaczęły podchodzić mi do gardła].
   Stanęłam i nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić.
Ucieczka nie wchodziła w rachubę, bo zostałam zauważona.
     - Witaj sąsiadko. Coś się stało, że odwiedzasz moje skromne progi?
     - Anita, co ty tu robisz?-  wredna małpa ślicznie się uśmiechnęła. Tylko ten nacisk na „ty”...
    - Cześć. Przepraszam, nie wiedziałam, że masz gościa. Przyjdę innym razem, to nic ważnego.
    - Poczekaj, posiedź z nami.- coś dziwnego było w jego spojrzeniu. Nie wiedziałam ,co.
    - Nie przeszkadzajcie sobie. To naprawdę może poczekać. Bawcie się dobrze.



środa, 15 października 2008, dagny14

Polecane wpisy

  • Ja, grafomanka 23

    Po pełnej atrakcji niedzieli znalazłam się w dość trudnym położeniu. Chyba oficjalnie zostaliśmy z Maćkiem parą. Ale sytuacja była raczej dziwna. Spotykanie się

  • Ja , grafomanka 22

    - Maciek, chodź tu szybko. - Gdzie się pali? Witam. - Jeszcze się nie pali. Może za chwilę. Malwina ma ci coś do powiedzenia. A, byłabym zapomniała, u tego od

  • Ja, grafomanka 21

    Do domu dotarłam w rekordowym tempie, nie odwracając się za siebie. Wściekła jak wszyscy diabli zapaliłam papierosa. I po co mi to było? Po jaką cholerę tam la

Komentarze
2008/10/15 10:37:06
znasz moje zdanie w tej materii, więc się nie będę powtarzać ALE DALEJ MI MAŁO!!!
-
2008/10/15 17:34:55
Ja chyba wiem co, on tym spojrzeniem błagał ją o pomoc :)
-
persjanka
2008/10/16 08:12:01
no wreszcie...cos coraz oszczedniej nam serwujesz przyjemnosci....czekam niecierpliwie na jeszcze pozdraawiam ania
-
2008/10/16 09:14:28
No tak! Chciałam to teraz mam! I teraz z jeszcze większą niecierpliwością czekam! :)
-
2008/10/20 22:42:35
Od niedawna czytam i ja. Super czytanko, czekam z niecierpliwością na więcej...